Nigdy nie chciałam kota — SEN
Nigdy nie chciałam kota. Naprawdę. Nie było we mnie nawet ukrytego marzenia, że pewnego dnia jakiś kot wybierze właśnie mnie.
Nie chciałam kota. A jednak pewnego dnia moja córka przyniosła go do domu. Był czarny. Całkowicie czarny. Ale najbardziej niezwykłe były jego oczy — ogromne, złote, niemal nienaturalnie intensywne.
Od początku protestowałam. Nie lubiłam go.
Kot brudził w domu. Zostawiał po sobie zapach. Wchodził w przestrzeń, do której go nie zapraszałam. A ja chodziłam za nim i powtarzałam:— Mówiłam, że nie chcę kota.

Potem moja córka wyjechała. A kot został ze mną.
I wtedy zaczął przynosić mi prezenty.
Najpierw myszy.
Potem nornice.
Krety. Szczury. Jaszczurki. Ptaki.
Jakby każdego dnia wychodził do świata, którego ja nie chciałam oglądać, brał z niego kawałek i przynosił mi go prosto do domu.
Aż pewnego dnia przyniósł cały miot młodych dzikich królików.
Martwych. Małych króliczków.
Pamiętam, że patrzyłam na te małe ciała i płakałam.
I mówiłam:
— Wiedziałam. Właśnie dlatego nie chciałam kota. Koty zabijają małe zwierzęta.
I wtedy się obudziłam.
Zapamiętałam ten sen nie dlatego, że pojawił się w nim czarny kot o niezwykłych, złotych oczach. Zapamiętałam go dlatego, że kiedy zaczęłam się nad nim zastanawiać, zobaczyłam coś znacznie trudniejszego: dwa światy, które istnieją jednocześnie
Jest świat małego królika.
Delikatnego, bezbronnego, miękkiego. Kiedy patrzymy z jego perspektywy, chcemy go chronić. Jego śmierć wydaje się niesprawiedliwa i niepotrzebna.
Ale kilka kroków dalej:
istnieje świat kota.
Kot nie zabija dlatego, że jest zły. Nie budzi się rano i nie podejmuje moralnej decyzji o zostaniu okrutnym stworzeniem. Jest drapieżnikiem. Polowanie należy do jego natury.
I nagle pojawia się bardzo niewygodne pytanie:
Który z tych światów jest prawdziwy?
Odpowiedź brzmi:
oba.
I być może właśnie dlatego ten sen jest dla mnie tak interesujący.
Jung: spotkanie z tym, czego nie chcemy w sobie widzieć
W psychologii Carla Gustava Junga istnieje pojęcie Cienia.
Cień bywa upraszczany do naszej „ciemnej strony”, ale to niezupełnie o to chodzi. To raczej te właściwości, impulsy i możliwości psychiki, których nasze świadome „ja” nie chce uznać za własne albo z którymi się nie utożsamia.
Człowiek może myśleć o sobie:
jestem łagodna, więc nie jestem agresywna.
jestem dobra, więc nie jestem egoistyczna.
jestem wrażliwa, więc nie mogę być bezwzględna.
Tymczasem psychika jest znacznie większa od obrazu, jaki stworzyliśmy na własny temat.
Mamy w sobie zdolność do troski i agresji.
Do współczucia i walki.
Do chronienia i zdobywania.
Do delikatności i bezwzględności.
Nie oznacza to, że wszystkie te możliwości powinniśmy realizować.
Oznacza jedynie, że istnieją.
I właśnie dlatego kot jest tutaj tak ciekawą figurą. Nie przychodzi zaproszony. Nie odpowiada temu, czego chce świadome „ja”. Co więcej — przynosi do domu dokładnie to, czego bohaterka snu nie chce oglądać. Jeżeli potraktować dom jako obraz własnej przestrzeni psychicznej, robi się jeszcze ciekawiej. Nie oznacza to oczywiście, że w ujęciu Junga kot ma jedno, uniwersalne znaczenie. Symbol nabiera znaczenia dopiero w kontekście konkretnego człowieka, jego doświadczeń i skojarzeń. Kot nie zostawia martwych zwierząt gdzieś daleko w lesie. Przynosi je do środka. Jakby mówił: „Spójrz. To również istnieje”.
Buddyzm tybetański: nie pytaj tylko, co oznacza sen — obserwuj umysł, który śni.
W buddyzmie tybetańskim i praktykach pracy ze snem punkt ciężkości przesuwa się nieco gdzie indziej.
Nie chodzi przede wszystkim o stworzenie słownika, według którego „kot oznacza to”, a „królik oznacza tamto”.
Znacznie ważniejsze staje się obserwowanie umysłu, który doświadcza snu.
Co robi mój umysł, kiedy pojawia się coś przyjemnego?
Przyciąga to.
A kiedy pojawia się coś bolesnego, odrażającego albo sprzecznego z tym, czego chcę?
Odpycha.
„Tego chcę.”
„Tego nie chcę.”
„To jest dobre.”
„To nie powinno istnieć.”
W tybetańskich naukach o śnie samo doświadczenie senne może stać się przestrzenią obserwowania takich reakcji i przywiązań. Nie tyle pytamy więc: „Co przepowiada czarny kot?”, ile raczej:
Co dzieje się z moim umysłem, kiedy spotyka czarnego kota?
I wtedy zdanie powtarzające się w tym śnie nabiera zupełnie innego znaczenia:
„Nie chciałam tego kota.”
Można usłyszeć w nim coś bardzo ludzkiego:
Nie chcę tej części życia.
Nie chcę śmierci.
Nie chcę agresji.
Nie chcę utraty.
Nie chcę patrzeć na cierpienie.
Chcę świata królików.
Nie chcę świata kota.
Problem polega na tym, że rzeczywistość zawiera jedno i drugie.
I chyba właśnie tutaj oba spojrzenia zaczynają się spotykać
Jung powiedziałby: nie wypieraj tego, czego nie chcesz zobaczyć. To, co nieświadome, nie znika tylko dlatego, że świadome „ja” się z tym nie utożsamia.
Perspektywa buddyjska snu
dodaje coś innego: przyjrzyj się również własnemu przywiązaniu do tego, jaka rzeczywistość powinna być.
I nagle ten mały sen o kocie staje się opowieścią o czymś znacznie większym.
O zdolności człowieka do pomieszczenia dwóch prawd.
Mogę płakać nad królikami.
I rozumieć kota.
Mogę chronić słabszego.
I jednocześnie nie nazywać drapieżnika złym tylko dlatego, że jego natura jest dla mnie trudna.
Mogę nie akceptować czyjegoś zachowania.
I jednocześnie próbować zrozumieć, skąd ono pochodzi.
Mogę stawiać granice.
I nie potrzebować nienawiści.
To nie jest relatywizm, w którym wszystko staje się równie dobre.
Wręcz przeciwnie.
Można oceniać zachowanie, nie redukując całej istoty do tego jednego zachowania.
Można powiedzieć: „Nie pozwolę ci tego zrobić”, nie dodając: „więc jesteś zły”.
Można współczuć królikowi, nie nienawidząc kota.
I może właśnie na tym polega jedna z trudniejszych form dojrzałości.
Nie na znalezieniu świata, w którym wszystko jest dobre, łagodne i sprawiedliwe.
Ale na nauczeniu się życia w świecie, w którym światło i cień, narodziny i śmierć, delikatność i drapieżność istnieją obok siebie.
Dla mnie ten sen stał się obrazem tego, że dwa światy mogą istnieć równocześnie.
A my nie zawsze musimy wybierać jeden z nich, żeby drugi przestał istnieć.
Czasami największą zmianą jest po prostu nauczyć się widzieć oba.

O serii „Sny i świadomość”
W tej serii przyglądam się snom z różnych perspektyw — m.in. psychologii analitycznej C.G. Junga oraz buddyjskich i tybetańskich tradycji pracy ze snem. Nie traktuję symboli jako uniwersalnego sennika. Sen jest punktem wyjścia do refleksji nad psychiką, świadomością i naszym sposobem doświadczania świata.
Sen i medytacja są odmiennymi stanami świadomości i nie należy ich ze sobą utożsamiać. Badania EEG pokazują jednak, że zarówno podczas niektórych faz snu, jak i podczas niektórych praktyk medytacyjnych może pojawiać się aktywność w paśmie theta. W medytacji obserwuje się również zmiany w innych pasmach, m.in. alfa, beta i gamma, zależnie od rodzaju praktyki i doświadczenia osoby medytującej.
