top of page
Szukaj

Kiedy sen nie przychodzi, mimo że ciało jest zmęczone

Są takie wieczory, kiedy ciało jest już zmęczone, ale umysł zachowuje się tak, jakby dzień wcale się nie skończył.

Leżysz w łóżku. Jest cicho. Niczego już nie musisz robić.

A jednak właśnie wtedy przypomina Ci się rozmowa sprzed kilku godzin. Coś, czego nie zrobiłaś. Coś, co trzeba zrobić jutro. Jedna myśl prowadzi do następnej.

Ciało chciałoby odpocząć, ale głowa nadal jest gdzieś pomiędzy tym, co wydarzyło się dzisiaj, a tym, co może wydarzyć się jutro.

I im bardziej próbujesz zasnąć, tym bardziej sen wydaje się oddalać.

Być może pierwszą rzeczą, którą warto wtedy zrobić, nie jest kolejna próba zaśnięcia.

Być może warto najpierw pozwolić sobie przestać próbować.

Nocna sypialnia z widokiem na księżyc – kiedy sen nie przychodzi mimo zmęczenia

Dlaczego jestem zmęczona, a nie mogę zasnąć?

Zmęczenie i gotowość do snu nie zawsze pojawiają się w tej samej chwili.

Możemy być zmęczeni fizycznie, a jednocześnie nadal pozostawać w stanie pobudzenia. Dzień się skończył, ale uwaga wciąż pracuje.


Wraca do rozmów.

Przegląda wydarzenia.

Planuje.

Przewiduje.

Przypomina.


Próbuje rozwiązać coś, czego być może o tej porze nie da się już rozwiązać.

W ciągu dnia łatwiej tego nie zauważyć. Wokół nas jest ruch, światło, telefon, rozmowy, praca i kolejne zadania.

Dopiero kiedy gasimy światło i robi się cicho, możemy usłyszeć to, co przez cały dzień pozostawało przykryte hałasem.

Dlatego czas przed snem nie zawsze potrzebuje kolejnej metody, która ma natychmiast „wyłączyć” umysł.

Czasem potrzebuje przejścia.

Z działania do odpoczynku.

Z zewnętrznego świata do własnego ciała.

Z myślenia o wszystkim, co było i będzie, do tego jednego oddechu, który wydarza się właśnie teraz.


Im bardziej próbujesz zasnąć…

Sen ma w sobie pewien paradoks.

Nie możemy nakazać sobie:

„Teraz zasnę.”

Możemy stworzyć warunki sprzyjające odpoczynkowi. Możemy położyć się, zgasić światło, odłożyć telefon i zamknąć oczy.

Ale sam moment zaśnięcia przychodzi bez naszego świadomego wykonania.

Dlatego nocne sprawdzanie:

Dlaczego jeszcze nie śpię?

Która jest godzina?

Ile godzin zostało mi do rana?

Jak ja jutro wstanę?

może sprawić, że zamiast odpoczywać, zaczynamy wykonywać kolejne zadanie.

Tym zadaniem staje się… zaśnięcie.

A przecież właśnie od wykonywania zadań próbujemy na noc odpocząć.


Medytacja na bezsenność nie jest poleceniem: „zaśnij”

Warto tutaj zrobić ważne rozróżnienie.

Medytacja na bezsenność nie musi być techniką zmuszania organizmu do snu.

Nie powinna być kolejnym testem:

Czy już działa?

Czy jestem wystarczająco spokojna?

Czy teraz zasnę?

Jeżeli potraktujemy ją w ten sposób, łatwo zamienić również medytację w kolejne zadanie do wykonania poprawnie.

Jej rola może być znacznie prostsza.

Może pomóc Ci przestać na chwilę podążać za każdą myślą.

Nie dlatego, że myśli są czymś złym.

I nie dlatego, że przed snem powinnaś mieć pustkę w głowie.

Myśli mogą nadal przychodzić.

Twoim zadaniem nie jest ich zatrzymanie.

Możesz tylko zauważyć:

Myślę.

A potem wrócić.

Do oddechu.

Do ciężaru ciała na materacu.

Do dłoni.

Do dźwięków w pokoju.

Do tej chwili.

I kiedy kolejna myśl zabierze Cię gdzieś dalej — zauważyć ją i ponownie wrócić.

Nie walczyć.

Wracać.


Nie musisz opróżniać głowy przed snem

Jednym z powodów, dla których medytacja może wydawać się trudna właśnie wieczorem, jest przekonanie, że powinna doprowadzić do całkowitego uciszenia myśli.

Ale medytacja nie wymaga pustego umysłu.

Jeżeli po zamknięciu oczu przypomnisz sobie coś z pracy, nie oznacza to, że medytacja się nie udała.

Jeżeli zaczniesz planować jutrzejszy dzień — również nie.

Jeżeli przez kilka minut będziesz gdzieś daleko, a dopiero później przypomnisz sobie o oddechu — możesz po prostu do niego wrócić.

To właśnie powrót jest częścią praktyki.

Nie chodzi o to, aby nigdy nie odejść.

Chodzi o to, aby nauczyć się zauważać, że odeszliśmy, i wracać bez złości na siebie.


Zacznij od ciała, nie od głowy

Kiedy umysł jest pełen myśli, próba uspokojenia go kolejnymi myślami nie zawsze jest najlepszym początkiem.

Dlatego możesz zacząć gdzie indziej.

Od ciała.

Poczuj miejsce, w którym głowa dotyka poduszki.

Zauważ ciężar ramion.

Plecy.

Biodra.

Nogi.

Poczuj powierzchnię, która Cię podtrzymuje.

Nie musisz niczego rozluźniać na siłę.

Najpierw tylko zauważ.

Być może dopiero wtedy odkryjesz, że zaciskasz szczękę.

Że ramiona są lekko uniesione.

Że dłonie nadal są napięte.

Że ciało położyło się do łóżka, ale jakaś jego część nadal zachowuje gotowość do działania.

Nie oceniaj tego.

Pozwól ciału dostać informację:

na tę chwilę nie muszę już niczego robić.


Potem zauważ oddech

Nie musisz oddychać szczególnie głęboko.

Nie musisz liczyć.

Nie musisz osiągać idealnego rytmu.

Po prostu sprawdź, gdzie najłatwiej czujesz swój naturalny oddech.

Może w nosie.

Może w klatce piersiowej.

Może w brzuchu.

I zostań przy jednym oddechu.

Potem przy następnym.

Jeśli pojawi się myśl — zauważ ją.

I wróć.

Jeżeli pojawi się kolejna — ponownie wróć.

Nie dlatego, że oddech ma Cię uśpić.

Oddech jest po prostu miejscem, które istnieje teraz.

A właśnie do „teraz” próbujemy wrócić z jutrzejszych rozmów, wczorajszych wydarzeń i nocnych scenariuszy.


A jeśli nadal nie zasypiam?

To być może najważniejszy moment.

Nie zamieniaj medytacji w obietnicę:

„Jeśli zrobię wszystko dobrze, zasnę.”

Być może zaśniesz.

Być może nie.

Medytacja nie daje nam pełnej kontroli nad snem.

Może natomiast zmienić sposób, w jaki przeżywamy czas, kiedy sen jeszcze nie przychodzi.

Zamiast przez kolejne minuty walczyć ze sobą, możesz przez chwilę po prostu leżeć.

Oddychać.

Czuć ciało.

Zauważać.

Wracać.

Nie każda noc musi stać się sprawdzianem z umiejętności zasypiania.


Cisza przed snem nie oznacza braku dźwięków

Kiedy mówię o ciszy, nie mam na myśli idealnie cichego pokoju ani umysłu pozbawionego myśli.

Cisza może istnieć również wtedy, kiedy za oknem przejeżdża samochód.

Kiedy gdzieś pracuje lodówka.

Kiedy pojawia się myśl.

Kiedy ciało zmienia pozycję.

Cisza zaczyna się raczej w chwili, kiedy nie musisz reagować na wszystko, co się pojawia.

Myśl może przyjść i odejść.

Dźwięk może się pojawić i zniknąć.

Oddech może wydarzyć się bez Twojej pomocy.

A Ty przez chwilę nie musisz niczego naprawiać.

Temat samej ciszy przed zaśnięciem rozwiniemy osobno, ponieważ będzie to kolejny element naszego bloku o śnie.


Wieczór może potrzebować własnego przejścia

Jeżeli przez cały dzień jesteśmy w ruchu, a ostatnią rzeczą przed zamknięciem oczu jest ekran telefonu, trudno oczekiwać, że umysł natychmiast rozpozna:

dzień się skończył.

Dlatego warto z czasem stworzyć własny sposób przechodzenia z dnia do nocy.

Nie musi być rozbudowany.

Nie musi wyglądać jak rytuał z poradnika.

Może oznaczać odłożenie telefonu trochę wcześniej.

Przygaszenie światła.

Kilka minut ciszy.

Spokojne przygotowanie się do snu.

Albo kilka minut medytacji.

Nie będę jednak rozwijać tego tutaj szerzej, ponieważ wieczorny rytuał powrotu do siebie przed snem zasługuje na osobny tekst.


Sen nie jest kolejną rzeczą, którą trzeba zrobić dobrze

Żyjemy w świecie, w którym wiele rzeczy próbujemy mierzyć.

Kroki.

Kalorie.

Czas pracy.

Produktywność.

Czas przed ekranem.

A coraz częściej również sen.

I choć wiedza o własnych zwyczajach może być pomocna, łatwo sprawić, że również noc stanie się kolejną przestrzenią kontroli.

Tymczasem sen wymaga od nas czegoś zupełnie innego.

W pewnym momencie trzeba przestać działać.

Nie wszystko da się osiągnąć większym wysiłkiem.

Nie wszystko trzeba poprawić przed zaśnięciem.

Nie każdą myśl trzeba dokończyć.

Nie każdą odpowiedź znaleźć dzisiaj.

Nie każdy dzień musi zostać idealnie zamknięty.

Czasem można powiedzieć sobie:

na dzisiaj wystarczy.


Medytacja może być miejscem pomiędzy dniem a snem

Nie musi być długa.

Nie musi być idealna.

Nie musi nawet zakończyć się snem.

Może być po prostu kilkoma minutami, podczas których przestajesz zajmować się całym swoim życiem naraz.

Jest ciało.

Jest oddech.

Jest łóżko.

Jest ta noc.

I jest jedna chwila, w której naprawdę nie musisz już niczego robić.

Jeżeli myśli przyjdą — pozwól im przyjść.

Jeżeli odejdziesz za nimi — zauważ.

A potem wróć.

Jeszcze jeden oddech.

Jeszcze jedna chwila.

Nie po to, żeby zmusić się do zaśnięcia.

Po to, żeby spokojniej zakończyć dzień.



Ważne

Jeżeli problemy ze snem utrzymują się długo, często się powtarzają albo wyraźnie wpływają na Twoje codzienne funkcjonowanie, medytacja nie powinna zastępować konsultacji z lekarzem lub innym odpowiednim specjalistą. Może być praktyką wspierającą, ale nie jest leczeniem bezsenności.


Paulina Modrzejewska

ta która uczy medytacji oraz powrotu do siebie.

 
 
bottom of page